Informacje artykułu pobrane z www.blog.equishop.com
TRANSPORT KONI – JAK PRZYGOTOWAĆ BY UNIKNĄĆ STRESU

Przygotowanie środka transportu

Rozróżniamy dwa podstawowe środki transportu samochodowego, dzięki którym możemy przewieźć naszego konia.

Przyczepka dla dwóch koni, źródło: boeckmann.com

Przyczepka (tzw. bukmanka, od nazwy niemieckiej firmy Böckmann) – przeznaczona dla dwóch koni, stojących do siebie równolegle. Przewidziano w niej miejsce na mały bagażnik, w którym zmieści się trochę sprzętu jeździeckiego, z wieszakami na siodła. Do przyczepki można dostać się od tyłu, lub od przodu, więc załadunek jest bardzo prosty, również ze względu na mały kąt nachylenia trapu względem podłoża.

Koniowóz dla 10 koni, źródło: boeckmann.com

Koniowóz – w zależności od jego wielkości, można w nim przewieźć od 2 do 12 koni. Znajdziemy tu naprawdę dużo miejsca na sprzęt jeździecki oraz inne bagaże. Te naprawdę „wypasione” koniowozy posiadają też w środku miejsca noclegowe, kuchnię oraz toaletę, dzięki czemu na czas zawodów jesteśmy samowystarczalni i nie musimy wydawać pieniędzy na nocleg. Dodatkowym plusem koniowozu jest możliwość wyprowadzania konia przodem. Minusem tego typu transportu jest jednak duży kąt nachylenia rampy względem podłoża.
Jeśli jest to nasz własny środek transportu, warto sprawdzić jego stan techniczny po zimie – sprawność hamulca najazdowego, stanu ogumienia, ciśnienia w oponach oraz wszelakich zamków, klamek, zasuwek, a także oświetlenia. Zwróćmy także uwagę, czy wewnątrz pojazdu nie wystają żadne ostre przedmioty (bolce, gwoździe, śruby itd.), które mogłyby wyrządzić koniowi krzywdę. Takie skaleczenia, nie tylko mogą zaprzepaścić szansę uczestniczenia w zawodach, ale także przyczynić się do trwałych urazów.

Najlepiej jeśli wewnętrzne ściany pojazdu są obłożone gumą, a na wysokości kłody konia znajduje się materac. W czasie jazdy konie łapią równowagę, bardzo często opierając się o ścianę. Brak wcześniej wspomnianych amortyzatorów powoduje bolesne dla konia obtarcia, szczególne w okolicy guza biodrowego.

Podłoga oraz rampa, po której wchodzą konie, również powinny być odpowiednio zabezpieczone. Najlepiej, jeśli są wyłożone gumą oraz posiadają poprzeczne szczebelki, uniemożliwiające ślizganie się podczas wchodzenia. Często, by zapewnić warunki zbliżone do tych w boksie oraz polepszyć amortyzację, konie przewożone są na ściółce – słomie, trocinach. Warto wyłożyć dosyć grubą warstwę, by mogły oddawać mocz, bez ryzyka poślizgnięcia się na mokrej ściółce. Podczas trasy pamiętajmy jednakże, że niektóre z wierzchowców nie czują się aż tak swobodnie, by wypróżniać się w czasie trasy i warto podczas przerwy, wyprowadzając konia, poczekać aż załatwi swoje potrzeby.
Dobrym pomysłem jest także przygotowanie na czas podróży siatki z sianem, by nasze konie kojarzyły jazdę pozytywnie i skupiły na skubaniu siana całą swoją uwagę – na większość działa to uspokajająco i pozwala zapomnieć o stresie.

Nauka wchodzenia do przyczepy

źródło: boeckmann.com

Wielu z nas zapomina, że nauka wsiadania konia do przyczepy to długotrwały proces, który nie może odbyć się w pośpiechu, na kilka minut przed planowanym odjazdem. Niestety, większość koni nie przechodzi tego szkolenia i bardzo częstym obrazkiem na zawodach jest zestresowany koń, który za pomocą siły i groźby (ciągnięcia, kopniaków, bata) jest po prostu wpychany do przyczepy. Nie świadczy to dobrze o jeźdźcu bądź właścicielu konia i jest naprawdę przykrym widokiem.

Wystarczy poświęcić odrobinę czasu, by koń miał jedynie pozytywne wspomnienia związane z naszym koniowozem czy przyczepą. Szczególnie kilkukrotne wprowadzenie konia (bez użycia siły!) i nakarmienie go w środku, wywołuje na tyle silne pozytywne skojarzenia, że nie ma on problemu z wsiadaniem i jazdą.

Pierwszym stadium szkolenia powinno być oswojenie konia z widokiem przyczepki bądź koniowozu. Najlepiej postawić zamkniętą przyczepkę w miejscu dobrze znanym naszemu koniowi, np. na pastwisku, gdzie w towarzystwie innych koni, będzie mógł ją obwąchać i przyzwyczaić się do jej obecności.

Kolejnym etapem powinno być otwarcie przyczepki i wprowadzenie do niej konia, który wchodzi do niej bez zbędnych cergieli i nie robi to już na nim wrażenia. Obecność innego konia w przyczepce zachęci naszego rumaka i zmniejszy jego stres w nowej sytuacji. W całym procesie uczenia, bardzo przydatne okażą się nagrody w formie smakołyków, marchewek, które budują u konia pozytywne wspomnienia związane z pojawieniem się środka transportu. Oczywiście wspomniana pochwała może być przez wierzchowca otrzymana, dopiero w momencie dobrze wykonanego przez niego zadania, by wiedział, że musi na nią zasłużyć.

Uczenie wchodzenia do przyczepy odbywa się za pomocą małych kroków – w dosłownym sensie. Nagradzamy konia kolejno, za postawioną przednią nogę na trapie (zazwyczaj sami musimy ją podnieść i na niej postawić), a następnie za kolejną przednią nogę itd. Warto też zachęcić konia, by sam postawił kolejne kroki na trapie, wyciągając mu przed nosem marchewkę, do której nie będzie wstanie dosięgnąć, nawet z wyciągniętą szyją, ale dopiero gdy zrobi krok (nawet jeśli mały, powinien być nagrodzony).

Pamiętajmy, że koń może w trakcie procesu szkolenia zrezygnować z wchodzenia. Dajmy mu wtedy możliwość zejścia z trapy, nawet jeśli ma już postawione na niej cztery nogi. Zwierze musi poczuć, że nie wywieramy na nim presji i jest to dla nas jedynie zabawa. Jeśli nie ma już ochoty więcej wchodzić, mimo niedokończonej próby – należy odpuścić i wrócić do ćwiczenia kolejnego dnia.
Gdy dzięki naszej cierpliwości i wysiłkom koń wreszcie znajdzie się w przyczepie, należy go tam sowicie nagrodzić siankiem w siatce, które ma się stać nieodłącznym elementem przyczepy i chwilę go tam potrzymać. Możemy go wesprzeć swoją obecnością, głosem czy głaskaniem. Warto spróbować też zamknąć przyczepę, by koń przyzwyczaił się również do tego.

Oczywiście to my znamy naszego konia i widzimy, czy już powinniśmy odpuścić, czy już sytuacja stała się zbyt stresująca dla naszego zwierzaka. Pamiętajmy, że nie wolno przesadzić i lepiej przełożyć kolejne „kroki” na kolejny dzień. Jedne konie wejdą po kilku minutach, innym oswojenie się może zająć nawet dwa tygodnie.

Musimy także przewidzieć, że wychodzenie konia z przyczepy może być dużo bardziej niebezpieczne. Warto poprosić więc inne osoby o pomoc, które dopilnują, by nasz wierzchowiec, cały czas kroczył po rampie. Koń często nie cofa się idealnie po linii prostej, więc warto naciskając na zad, pilnować, by nie schodził tylnymi nogami na boczne krańce rampy. Takie omsknięcie się nogi z rampy, może spowodować dosyć poważne skaleczenie i zaprzepaścić budowane przez nas pozytywne wspomnienia konia w pierwszym kontakcie z przyczepą.

Towarzystwo w podróży

źródło: horselimousine.com

Jeśli nasz koń nie czuje się zbyt pewnie w podróży, warto zabrać drugiego, ponieważ jako zwierzę stadne, będzie mniej zestresowany, mając towarzysza. Koń do towarzystwa musi znać się z naszym wierzchowcem (kolega z sąsiedniego boksu świetnie się nada!) i oczywiście lubić. Unikniemy dzięki temu sytuacji zapoznawania się koni w przyczepce, czemu często towarzyszy nerwowe kwiczenie, obwąchiwanie, kopanie przednimi lub tylnymi nogami (szczególnie u ogierów). Taki obcy koń na pewno nie zmniejszy stresu naszego pupila, a może spowodować jedynie urazy u koni oraz zniszczenia sprzętu.

Nie trzeba chyba też wspominać o tym, że nie najlepszym pomysłem będzie przewożenie ogiera z klaczą. Nawet solidnie wyglądający sprzęt oraz przegroda dzieląca konie, mogą okazać się zbyt słabe w starciu z masą i siłą, jaką dysponują czterokopytne. Jeśli już musimy przewozić klacz z ogierem, należy przedzielić je wałachami, bądź pozostawić wolne stanowiska pomiędzy nimi, co możliwe jest jedynie w koniowozie.

Koń w transporcie

Ochraniacze transportowe Eskadron RIPSTOP.

Koń w transporcie

Ochraniacze transportowe Eskadron Classic Sports.

Producenci sprzętu jeździeckiego oferują nam pełną gamę różnorakich ochraniaczy, które zapewnią bezpieczeństwo naszemu koniowi.

Ochraniacze transportowe – świetnie sprawdzają się w podróży, chroniąc nogi od kopyt aż po nadgarstki i stawy skokowe. Niestety przez swoje rozmiary ochraniacze są trudne do wyprania, nie mieszcząc się do standardowej pralki, a także często się zsuwając z nóg nerwowo drepczącego konia. Dla nieprzyzwyczajonych koni, mogą być utrudnieniem przy wsiadaniu do przyczepki, ponieważ niektóre bardzo niechętnie się w nich poruszają.

Podkładki, owijki, kaloszki – niektórzy właściciele preferują zakładanie ich zamiast ochraniaczy transportowych. Konie są do nich lepiej przyzwyczajone, nie ograniczają ich ruchów, są tańsze, łatwo je wyprać. Jednakże nie chronią tak doskonale jak te przeznaczone do transportu oraz ich założenie (szczególnie owijek) wymaga wprawy.

Koń w transporcie

Od lewej: ochraniacz na ogon Busse SOFT, ochraniacz na ogon Busse SPORT.

Ochraniacz na ogon– bardzo sprytny wynalazek, zapobiegający obcieraniu się konia na rzepie ogona, podczas opierania się zadem w trakcie transportu, by odzyskać równowagę. Ochraniacz ten jest produkowany w formie podogonia, przymocowany specjalnymi pasami idącymi po grzbiecie i zawiązanymi na szyi konia. Jeśli nie posiadamy takiego ochraniacza, inną metodą jest zawinięcie górnej części ogona owijką polarową. Nie wolno jednak wiązać jej zbyt mocno, ponieważ może to spowodować wypadnięcie włosów z ogona, a w skrajnych wypadkach martwicę rzepa ogonowego, kończącą się jego odpadnięciem. Łatwiej nam będzie zakładać cokolwiek na ogon, jeśli go w jakikolwiek sposób zapleciemy – np. w warkocz.
Uwaga!

Jeśli transportujemy konia dwu lub trzyletniego proponujemy darować sobie zakładanie ochraniaczy. Sam transport będzie już dla niego wystarczającym wydarzeniem, jeśli do tego dorzucimy jeszcze nowe nieznane sprzęty, będą go tylko dodatkowo stresować.

Koń w transporcie

Od lewej: kantar z klamrą Sheepskin Eskadron CLASSIC SPORTS, kantar z klamrą przesuwną Sheepskin Eskadron CLASSIC SPORTS.

Kantar – do przewozu powinien być wygodny i nie obcierać. Najlepiej sprawdzają się kantary z tzw. „misiem” – futerkiem, dodatkowo chroniącym głowę konia w miejscach największego nacisku – na potylicy i nosie. Kantar nie może być za duży, ponieważ podczas transportu może się zsunąć. Warto też zabrać ze sobą zapasowy, ponieważ powszechne jest w nich uszkadzanie się karabińczyków i innych tego typu zapięć (szczególnie, gdy mamy do czynienia z nerwowymi końmi i ogierami).

Wiązanie konia w przyczepie

źródło: www.johnsonhorsetransportation.com

Podstawową zasadą jest stosowanie uwiązów z bezpiecznym zapięciem, by w sytuacji stresowej móc szybko uwolnić konia. Jeśli zwierzę jest wyjątkowo nerwowe, opłaci się nam przywiązać je za pomocą tzw. „węzła bezpiecznego”, który można rozwiązać jednym ruchem, co jeśli koń się szarpie i wiesza, jest dosyć pomocne.

Wiązanie konia w przyczepie

Od lewej: uwiązy bezpieczne niklowane Eskadron Classic Sports, uwiąz bezpieczny Eskadron Next Generation.

Jeśli mamy do czynienia z koniem, który pozostawiony sam, próbuje się rozwiązać – warto pomyśleć o innym, bardziej solidnym wiązaniu niż te, bezpieczne.

Ważne, by wiązanie było na tyle długie, by koń mógł swobodnie balansować głową w celu utrzymania równowagi, oraz na tyle krótkie, by zwierzę nie mogło się obracać, przełożyć nóg przez uwiąz, obwąchiwać współtowarzyszy czy schylić pod przedzielnik.

W przyczepach do dyspozycji zazwyczaj mamy gotowe łańcuszki, pokryte ochronnym silikonowym lub gumowym tunelem, przyczepione do ścian, dzięki czemu nie musimy wykonywać wiązań samodzielnie i możemy je zapiąć po wprowadzeniu konia do środka.

Nierzadko stosuje się wiązanie koni przy pomocy dwóch uwiązów, aby mieć pewność, że wierzchowiec podczas podróży się nie odwiąże.

Transport w chłodne dni

W przypadku chłodnych, a nawet mroźnych dni warto założyć swemu pupilowi derkę. Najczęściej używa się do transportu zimą derek polarowych, a jesienią i wiosną derek stajennych. Pamiętajmy jednak, że zbyt grube derki mogą powodować u koni pocenie się, co przyczynia się do utraty elektrolitów oraz zwiększa ich podatność na przewianie po wyjściu z nagrzanego pojazdu. Ważne, by derka naszego wierzchowca miała zapięcie pod brzuchem, co zapobiega jej zsuwaniu się z grzbietu.

Kontrola podczas jazdy

Koniowóz dla 12 koni, źródło: horseandman.com

Według prawa jednorazowy czas transportu konia nie może przekraczać 24h, przy czym co 8h należy robić koniom przerwy w transporcie, pojąc i podając paszę. Jednakże z punktu widzenia końskiej fizjologii transport przekraczający 8-10 godzin jest wyjątkowo niewskazany. Szczególnie w upalne dni, musimy robić postoje, by napoić i schłodzić konie. Sprawdzić, czy nie mają żadnych urazów, czy są przywiązane i czy ochraniacze oraz derka, spełniają swoje zadanie. Jeśli konie jadą przez 10h, należy zrobić przerwę mniej więcej w połowie trasy, w czasie której wyprowadzimy wierzchowce z przyczepy, dając im się rozchodzić, napić, swobodnie wypróżnić i zrelaksować, skubiąc trawę.

Obecnie w nowoczesnych przyczepach powszechny staje się montaż kamer, dzięki czemu kierowca oraz jego pasażerowie mają stały nadzór nad tym, co dzieje się w przyczepie i szybko mogą zareagować na nieporządane sytuacje.

Dodatkowo obserwacja koni w trakcie jazdy pozwoli nam na wyciągnięcie wniosków na przyszłość, dotyczących kolejności ustawiania danych koni, sposobu ich wiązania, by poprawić ich bezpieczeństwo.

Gdy dojedziemy na miejsce

źródło: www.boeckmann-northamerica.com

Po przyjeździe i wyprowadzeniu zwierzęcia ze środka transportu należy zapewnić mu dostęp do wody oraz możliwość rozprostowania nóg na trawie i chwili relaksu.

Uwaga!

Gdy koń po transporcie jest zgrzany bądź spocony, należy ograniczyć mu dostęp do zimnej wody, traktując go jak sportowca po wysiłku, zakładając mu derkę osuszającą i spacerować z nim, aż do wyschnięcia. Dopiero wtedy można mu podać wodę, ale po wcześniejszym sprawdzeniu, czy nie jest zbyt zimna.

Podczas odpoczynku konia warto obejrzeć dokładnie jego ciało, czy nie odniósł żadnych ran w transporcie, szczególnie jego nogi oraz kopyta. Poza możliwością skaleczenia, wiele koni po długotrwałym transporcie może wykazywać sztywność ruchu. Ich mięśnie będą twarde i często bolesne – to dla nas sygnał, że doszło do potransportowego zapalenia mięśni. Nie wolno lekceważyć tego problemu. W takiej sytuacji powinniśmy zrezygnować z brania udziału w konkursie. Zwięrzę takie wymaga specjalnego traktowania – dobrze sprawdza się sprawdza spacer wolnym stępem, okrycie zwierzęcia derką i podanie preparatów zawierających aminokwasy i przeciwutleniacze (np. wit. E, selen).

Uwaga!

Nie należy wykonywać intensywnego masażu mięśni ani wcierać środków rozgrzewających – to tylko spowoduje większe uszkodzenie mięśni!

Źródło: libertyhorse.se

Podsumowując, to od nas zależy czy transport stanie się dla naszego konia przyjemnym czy budzącym grozę wydarzeniem. Zależnie od tego jak dużo czasu zechcemy mu poświęcić i jak dobrze się przygotujemy. Pamiętajmy, że wszystkie czynności przygotowawcze powinny być wykonane zanim zaczniemy załadowywać konia i najlepiej by nie odbywało się to w dniu zawodów, gdy brak nam cierpliwości i nie mamy czasu. Szkoda, żeby źle przeprowadzony transport nie tylko zaprzepaścił nasz start w zawodach, ale także wyeliminował naszego konia ze sportu na dłużej.